wtorek, 8 grudnia 2015

#5 Nic tak nie boli, jak utrata przyjaciela

"-Czy my się kiedyś nie spotkaliśmy? Przypominasz mi kogoś…-odparł. 
-Draco! Chodź już, zaraz zacznie się mecz, musimy iść! Chyba chcesz zobaczyć porażkę Pottera?-krzyczała z oddali Pansy.-A co ty tutaj robisz z tą nową, co nie patrzy gdzie idzie?-Spanikowałam. Strasznie spanikowałam. OGROMNIE SPANIKOWAŁAM.
-To ja już pójdę...-odchodząc widziałam jak bardzo był zawiedziony. Jeszcze dzisiaj śmiał się ze mnie na stołówce podczas incydentu z Pansy, a teraz jest dla mnie taki miły?" 


Dogoniłam dziewczyny w połowie schodków prowadzących na górę. Gdy usiadłyśmy na krzesełkach mieszczących się na szczycie trybun, nieco wychyliłam się w dół. Zdałam sobie sprawę, że znajdujemy się bardzo wysoko i paniczny lęk wysokości wrócił. Chwilę potem pojawił się Ron, który usiadł na wolne miejsce obok mnie. Musiałam wziąć się w garść, by nie dać po sobie poznać, że się boję. Po kilku minutach na środku boiska stanęła Pani Hooch. Rozpoczął się mecz. Harry był świetny! Z wyjątkiem jednego momentu, który zadecydował o porażce Gryffindoru. Czarodziej w pogoni za zniczem niespodziewanie wzniósł się ponad chmury. Zniknął całkowicie z pola widzenia. Po kilku sekundach wszyscy byli oszołomieni, gdy zobaczyli spadającego w dół chłopaka, który w następstwie uderzył z impetem o murawę. Zapanowała cisza. Każdy siedział w skupieniu, obserwując jak nauczyciele podbiegają do niego i zbierają z ziemi. 
Po zakończeniu meczu, który wygrali Puchoni, czekała mnie jeszcze gorsza rzecz-zejście z tych schodów. Wdrapanie się na nie jest samo w sobie łatwe, ale zejście, to już dla mnie katastrofa. Jednak jakoś dałam radę przy pomocy Hermiony i Ginny, które wzięły mnie pod ramię. Wyglądałam mniej więcej tak, jakby to mnie zbierali z ziemi, a nie Harry’ego.  Gdy dotarłyśmy już do dormitorium i przeszłyśmy przez portret Grubej Damy, razem z Ginny rozsiadłyśmy się na moim łóżku, gdy do pokoju wpadł Ron.
-Cześć! Gdzie Hermiona? Miała mi pomóc w napisaniu pracy na eliksiry.-stał w drzwiach zdenerwowany.
-Mówiła, że musi iść do biblioteki. A jaki temat wybrałeś?
-Coś o wpływie wzorów na eliksiry?-odpowiedział.
-„Jak magiczne wzory i napoje Arseniusa Jiggera wpłynęły na rozwój eliksirów?” -O! Dokładnie tak!
-Ja już swoją skończyłam. Mogę ci pomóc, jeśli chcesz.-lekko się uśmiechnęłam, co on odwzajemnił.
-Jasne!-podskoczył z radości.
Razem udaliśmy się do pokoju wspólnego, gdzie usiedliśmy na kanapie przed kominkiem. Wkrótce Ron miał zapełnione całe, dwie rolki pergaminu.
-To ja już pójdę, dzięki za pomoc.-powiedział wstając z kanapy.
-W takim razie do jutra. Ja poczekam jeszcze na Hermionę.-odparłam przeciągając się.
-To do jutra!
Zbliżała się późna godzina, a Hermiony nadal nie było. Pokój oblewała ciemność, jedynie dzięki poświacie księżyca wpadającej przez okna można było cokolwiek dostrzec. Nagle usłyszałam szmery dochodzące ze schodów prowadzących do sypialni dziewcząt. Postanowiłam udać się w ich stronę. Po wejściu do swojego pokoju, Hermiona leżała już w łóżku. Może po prostu mi się zdawało?
Następnego dnia obudziłam się pierwsza. Jako, że łazienka była wolna skorzystałam z okazji. Włożyłam na siebie mundurek: koszulę, spódniczkę, krawat w barwach domu i cienki, grafitowy sweterek. Wychodząc, w pokoju zastałam bałagan. Każda dziewczyna przerzucała stosy swoich ubrań, by wybrać coś odpowiedniego na wycieczkę do Hogsmeade. Nie wiem, dlaczego one tak bardzo się tym przejmują. Jedynie Hermiona, która była już gotowa, siedziała na skraju swojego łóżka i czytała podręcznik do zielarstwa.
-Hej, idziemy już?
-Oczywiście.-spojrzała na mnie znad książki, po czym odłożyła ją na szafkę.
Razem udałyśmy się na śniadanie, po którym mieliśmy wyruszyć do Hogsmeade. Myślę, że zaaklimatyzowałam się w Hogwarcie szybciej, niż niektórzy pierwszoroczniacy. Wszedłszy do Wielkiej Sali, spostrzegłyśmy, że każdy siedzi już na swoim miejscu, a stoły są obficie zastawione potrawami. Dziś zdecydowałam się na owsiankę i kawałek ciasta dyniowego.
-Patrzcie!-krzyknęła jedna z bliźniaczek Patil.
Chmara sów wleciała do sali zrzucając poranną pocztę. Ku mojemu zdziwieniu otrzymałam przesyłkę. Była od Amandy. Po otworzeniu, zobaczyłam bladoróżowy sweter z wyszytym serduszkiem na rogu i szarymi mankietami. Zrobiła go Amanda. Miałam taki sam w dzieciństwie, tyle że tamten był oczywiście mniejszy. Pamiętam, jak miałam na sobie ten sweter, siedzieliśmy wtedy na dużym, białym dywanie w moim domu razem z Dra… Westchnęłam.
-Stało się coś?-zapytała Hermiona.
-Nie, nie. Wszystko jest w porządku.
To szaleństwo! Nie widziałam się ze swoim przyjacielem 7 lat, a teraz chodzimy razem do szkoły. Boję się podejść i zagadać, a co gorsze, on nawet mnie nie pamięta. Jestem żałosna.
-Hermiona?-spytałam.-Wyjdziemy wcześniej ze śniadania, żeby później nie musieć przedzierać się przez góry ubrań?
-Wyśmienity pomysł panno Stone!-krzyknęła, zwracając na nas uwagę niektórych uczniów, a w tym, Malfoy’a. Szybko wstałam od stołu i wzięłam dziewczynę pod rękę wybiegając prawie z sali.
-Hermiona! Ja nie chcę z nim rozmawiać!
-Myślałam, że chcesz odnowić znajomość.
-Jeszcze nie teraz.-przewróciłam oczami, co wyraźnie jej się nie spodobało.
W pokoju nie dało się normalnie poruszać, ponieważ nikt nie posprzątał porozrzucanej odzieży. Chciałam jedynie ubrać się cieplej, bo na dworze zaczyna już robić się coraz zimniej. Naciągnęłam sweter od Amandy i duży, biały szal, nałożyłam czarne rajstopy pod granatową spódniczkę. Włosy związałam w kok. Przy wyjściu wsunęłam na nogi jasnobrązowe, skórzane botki.
Nie czekałam na Hermionę, mówiła mi wcześniej, że idzie z Ronem, więc uznałam, że poszukam Ginny. Ta stała już na placu przed wejściem razem z Katie i Angeliną. Gdy zebrała się już dość liczna grupa wyruszyliśmy. W drodze czułam, że coś uwiera mnie w kieszeni koszuli, wyjęłam to i moim oczom ukazał się druciany pierścionek. Postanowiłam nałożyć go na najmniejszy palec, bo na żaden inny już nie pasował. Na miejscu dużo spacerowaliśmy z Ginny, bo dziewczyny poszły w swoją stronę. W pewnym momencie natknęliśmy się na Pansy, Draco i jego goryli-Crabbe’a i Goyle’a. Podeszli do nas, a dziewczyna zawiesiła wzrok na moim swetrze.
-Skąd wytrzasnęłaś ten sweterek? Twoja niedorobiona służąca zrobiła Ci go na drutach?-odezwała się Pansy.
-Przypomina trochę szmaty Weasley'ów. Brakuje jej tylko rudych włosów.-dodał Goyle. Cała czwórka śmiała się tak głośno, że przechodnie patrzeli na nas jak na idiotów. Ginny zamierzała coś powiedzieć, co przeczuwam nie załatwiłoby sprawy. Za to sama postanowiłam wkroczyć do akcji.
-Co ty powiedziałaś?-ironicznie się zaśmiałam.
-Nie dość, że głupia i niezdarna to jeszcze głucha.-odparła Pansy. Piorunowałam ją wzrokiem. Miałam ochotę się na nią rzucić. Ginny to zauważyła, dlatego złapała mnie za dłoń i pociągnęła do tyłu.
-To nie ma sensu Lili. Chodźmy.-spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. Pokiwałam głową i zaraz ruszyłyśmy w stronę baru „Trzy Miotły”. Za sobą słyszałam jeszcze śmiechy, co rozzłościło mnie jeszcze bardziej. Po wejściu wybrałyśmy stolik obok schodów, niedaleko od wejścia. Moje krzesło stało tyłem do drzwi wejściowych. Ginny zamówiła dla nas po soku.
-Lili, zaraz wrócę.-powiedziała, po czym udała się w stronę toalety. Ściągnęłam swój szal i pod wpływem nudy zaczęłam bawić się drucianym pierścionkiem. Nagle poczułam czyjś dotyk na swoim odkrytym karku. Wszystkie moje mięśnie automatycznie się spięły, bo nie wiedziałam kto to. Czułam jedynie silny zapach męskich perfum. Zaraz potem przy stoliku stanął nie kto inny jak Draco.
-Czego chcesz?-spytałam szorstko.
-Spokojnie.-uniósł ręce w górę w obronnym geście.-Przecież ci się podobało. Tak mi się odpłacasz?-dodał unosząc prawy kącik ust w górę.
-Jeżeli masz zamiar znowu obrażać i śmiać się ze mnie razem z tą swoją koleżaneczką Pansy, która wszędzie za tobą łazi, to lepiej od razu wyjdź.
-Chcę pogadać.-usiadł na miejscu naprzeciwko mnie. Tam gdzie miała siedzieć Ginny. Swoją drogą długo jej nie ma.-Pamiętasz nasze wczorajsze spotkanie przed meczem? Wtedy też było całkiem miło.-tym razem uniósł kąciki ust jeszcze wyżej.
-Przejdź do konkretów. Nie zmarnuje na ciebie całego dnia.-odparłam, krzyżując ręce na piersi.
-A więc, spytałem się wtedy czy się kiedyś nie spotkaliśmy.-przytaknęłam.-I nadal nie wiem skąd cię kojarzę.-przechylił głowę w lewą stronę i lekko przymrużył oczy.
-A, to to jest twój sposób na zdobycie informacji? Najpierw się z kogoś wyśmiewasz i ośmieszasz go na oczach innych, a dopiero potem z nim rozmawiasz?! Bardzo błyskotliwe Malfoy… Zmieniłeś się na gorsze.
-Czyli jednak znaliśmy się wcześniej?-wydawał się zaskoczony.
-Twoje aktualne życie blondwłosego dupka z gorylami obok i jakąś laską, która się przypałętała przyćmiło ci umysł. Może to odświeży ci pamięć.-uderzyłam pięścią w stół i wyrzuciłam druciany pierścionek w jego stronę, po czym wyszłam na zewnątrz.
W pobliżu dostrzegłam niewielki brukowy mostek, który przecinał rzekę. Udałam się w jego stronę. Oparłam się łokciami o murek i przyglądałam się niebu. Tak po prostu.
Za sobą słyszałam czyjeś kroki. Nie odwróciłam się, żeby sprawdzić kto to, bo zwyczajnie miałam już dość na dzisiaj. Miałam nadzieję, że to jednak Ginny a nie…
-Ja nie mam pojęcia, jak ja mogłem się nie domyślić.-stał przede mną z rozłożonymi rękoma, w których ostrożnie trzymał pierścionek.
-Daruj sobie. Teraz jest już za późno.-powiedziałam obojętnie i spuściłam wzrok. W tej chwili bardziej uśmiechało mi się patrzenie na czubki swoich butów, niż na twarz Draco.
Zapanowała cisza, którą przerwał Malfoy.
-Ale… porozmawiajmy na spokojnie.
-Dlaczego nie odzywałeś się do mnie przez tyle lat?-spojrzałam mu prosto w oczy mając nadzieję, że dzięki temu odpowie szczerze.
-Ja… chciałem, ale…
Naszą rozmowę przerwała Przylepa Pansy.
-Draco, wszędzie cię szukałam. Zaraz wracamy do szkoły.-spojrzała na mnie pogardliwie i odchrząknęła-Chwila… co ty trzymasz w ręku?
-To…-nim zdążył dokończyć zdanie, dziewczyna wyrwała mu z ręki druciany pierścionek i cisnęła nim w wodę. Widziałam, jak w jednej sekundzie wszystkie moje dobre wspomnienia z dzieciństwa ulatują i płyną razem z nurtem rzeki. Do oczu zaczęły napływać łzy, a serce zamarło w bezruchu.
-Ten kawałek drutu był dla ciebie ważny? Ups.-mruknęła z udawanym współczuciem Przylepa-Chodźmy już Draco, bo się spóźnimy.
Nie spoglądając w ich stronę, ruszyłam przed siebie.

_____________________________________________________________

TA DAM!

niedziela, 6 grudnia 2015

#4 Może jednak nie jest źle...

" -Draco.-Hermiona zamarła. Odsunęła się ode mnie, ale w tak dyskretny sposób, że nikt by się nie domyślił.
-Do czego ci potrzebna ta Tchórzofretka?! Zrobił ci coś?!-uniosła głos.
-Nie.-pokręciłam przecząco głową.-W dzieciństwie był moim najlepszym przyjacielem. Jedynym przyjacielem. Rozdzielili nas, gdy moi rodzice zaczęli pracować w Ministerstwie Magii. Od tamtej pory się nie widywaliśmy. Nie wiem czy mnie w ogóle pamięta… "



-Jak mogłaś się z nim przyjaźnić? Przecież Malfoy od urodzenia był wredny. On jest niekulturalny! Tak samo jak tych jego dwóch półgłówków!-wymachiwała rękami na różne strony. Była oburzona.
-Kiedyś był miły... przynajmniej dla mnie. Nie mieliśmy innych przyjaciół poza sobą. Nasi rodzice nie pozwalali nam się z nikim innym bawić.-spuściłam głowę w dół.
Pamiętam jak po przeprowadzce -bo przeprowadziliśmy się w momencie rozdzielenia mnie i Draco- całe dnie siedziałam w swoim pokoju płacząc. Nie wychodziłam na dwór bo za bardzo przypominał mi zabawy z nim, ani nie jadłam naszych ulubionych dyniowych ciasteczek, które Amanda piekła co niedzielę. Zaszyłam się w wielkim łóżku z białym baldachimem i wypłakiwałam się w dziesiątki poduszek.
-Ale dlaczego was rozdzielili? Dlaczego nie pozwalali wam na kontakt z innymi?-teraz w oczach Hermiony było widać smutek i współczucie. Tak jakby wściekłą Hermione zastąpiła wrażliwa Hermiona.
-Coś się stało pomiędzy naszymi rodzicami. Możliwe, że się pokłócili. Do dzisiaj tego nie wiem. Draco może wiedzieć od samego początku. Strasznie mi go brakowało. Przyjaciółkę znalazłam sobie dopiero, gdy poszłam do mugolskiej szkoły.-po moim policzku spłynęła łza. Łza tęsknoty. Szybko ją starłam.
-Byliście NAJLEPSZYMI przyjaciółmi?-Hermiona oplotła mnie ramieniem i przysunęła do siebie. Czuję potrzebę, żeby jej opowiedzieć.
-Dobrze. Nikomu wcześniej o tym nie mówiłam. Nawet rodzicom. Dochowasz tajemnicy ?-spojrzałam się na Hermione poważnym wzrokiem.
-Oczywiście!-zrobiła gest zamykania ust kluczykiem uśmiechając się. Wstałam i otworzyłam szufladę stojącą przy łóżku, z której wyciągnęłam drewniany, zdobiony złotem kuferek niewielkich rozmiarów. Znów zajęłam miejsce na łóżku obok Hermiony.
-Kiedyś, razem z Draco urządziliśmy sobie potajemny ślub w jego domku na drzewie. Draco zerwał zasłonki, żebym miała welon a sam ukradł tacie krawat, który sięgał mu wtedy prawie do kolan. Oberwało mu się wtedy za to bardzo. Za obrączki posłużyły nam zwinięte druciki pasujące jak ulał na nasze palce. Noszę swój w kuferku do dziś.-gdy chcąc wyjąć przedmiot dotknęłam go, wróciło to dziwne uczucie.
Wszystko wyglądało tak jakbym tam znowu była. Tak jakbym przeniosła się w czasie, ale nie mogłam zmienić biegu wydarzeń. Byłam jedynie obserwatorem. Stałam przed siedmioletnim Draco. Trzymaliśmy się za ręce w domku na drzewie. Krawat zwisający z jego szyi był czarny. W jego dużych wtedy platynowoszarych oczach widziałam iskierki. Kosmyki jaśniejszych włosów spadały mu na czoło. Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. "Ja, Draco, biorę sobie ciebie Lili za najlepszą na świecie żonę." Powiedział, wkładając druciany pierścionek na moją dłoń. Jego głos brzmiał tak słodko. "Ja, Lili, biorę sobie ciebie Draco za najlepszego męża na świecie. Będziemy się bawić aż po grób!" Zrobiłam to samo co on, po czym lekko pocałowałam Draco w policzek.
A potem BUM. Nagle koniec. Znów byłam w pokoju a obok mnie nadal siedziała Hermiona dziwnie się we mnie wpatrując.
-Lili, co się z tobą stało ?-zapytała.
Gdy już chciałam odpowiedzieć do pokoju z hukiem weszła Ginny.
-Zaraz mecz!! Dlaczego dalej siedzicie w pokoju?! Szybko bo nie zdążymy!!-ciągnęła nas za ręce. Razem poszłyśmy na mecz.
Gdy doszłyśmy już na boisko oszołomiona stanęłam przed trybunami, które wznosiły się do góry na parę metrów. Krzesła, na których mieliśmy usiąść znajdowały się na samym szczycie. Mam okropny lęk wysokości. Nabawiłam się go pewnego razu, kiedy spadłam z domku na drzewie.
-Dziewczyny, ja tam nie wejdę.-one stanęły zawiedzione.
-Ale musisz. Harry dzisiaj gra.-nalegały, jednak mój lęk wziął górę.
-Nie dam rady, przepraszam.-odwróciłam się, aby wrócić do szkoły, jednak wpadłam na kogoś. Znowu. Znów czułam tą bezwładność podczas spadania w dół. Jednak tym razem coś powstrzymało mnie przed upadkiem na ziemię. Silne ramię oplotło mnie w talii. Czułam jak każdy mój mięsień spina się pod wpływem dotyku. Gdy wreszcie otworzyłam oczy, zobaczyłam przed sobą te same platynowoszare oczy, te które znam z dzieciństwa. Przy jego pomocy podniosłam się. Trzymał swoją dłoń dłużej na mojej talii niż przypuszczałam. Kiedy postanowił jednak ją zabrać, przejechał jeszcze opuszkami swoich palców wzdłuż bioder, które znacznie odstawały odznaczając się przy tym na opinającej moje ciało spódniczce. Dokładnie obserwowałam jego ruchy.
-Cześć.-powiedział. Moje serce stanęło. To znaczy, że będę musiała się teraz do niego odezwać.
-Cześć.-odpowiedziałam rozmarzonym głosem. Nie mam pojęcia dlaczego powiedziałam to w taki sposób. Jednak on uniósł lekko kąciki ust.-Ja przepraszam, nie chciałam, to był wypadek.
-Czy my się kiedyś nie spotkaliśmy? Przypominasz mi kogoś…-odparł.
-Draco! Chodź już, zaraz zacznie się mecz, musimy iść! Chyba chcesz zobaczyć porażkę Pottera?-krzyczała z oddali Pansy.-A co ty tutaj robisz z tą nową, co nie patrzy gdzie idzie?-Spanikowałam. Strasznie spanikowałam. OGROMNIE SPANIKOWAŁAM.
-To ja już pójdę...-odchodząc widziałam jak bardzo był zawiedziony. Jeszcze dzisiaj śmiał się ze mnie na stołówce podczas incydentu z Pansy, a teraz jest dla mnie taki miły?


______________________________________________________________

WRACAM! Znowu nie wiem na jak długo. Więc cieszmy się póki jestem XD Miłego <3 Piszcie, czy podoba wam się coś takiego.

piątek, 27 listopada 2015

#3 Czasem upokorzenie boli przez dłuższy czas, a nawet przez całe życie....


"Wchodząc do sali pozatrzaskiwał wszystkie okna i rozwinął białe płótno na środku klasy. Powiedział, że „Profesor Lupin jest niezdolny do wykonywania jakichkolwiek zajęć.”. Oglądaliśmy projekcje o wilkołakach i animagach. Malfoy jak zwykle drwił ze wszystkiego. Hermiona odezwała się niepytana, Snape odebrał nam 5 punktów. To nie fair. Przecież Hermiona chciała dobrze. Dostaliśmy jeszcze przeogromną pracę domową. DWIE ROLKI PERGAMINU O WILKOŁAKACH. Od razu zaczęłam czytać tekst z podręcznika."


Dziś jest mecz Quidditch’a. Na dodatek zbiera się na deszcz. Nie znam się na tym sporcie. W szkole jestem dopiero od niedawna, ale to na pewno jakieś utrudnienie.
Po lekcjach kręciłam się po pokoju, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Byłam znudzona, ponieważ książkę skończyłam już czytać, a nie znam innych rozrywek tutaj. Przechodząc obok wysokiego lustra stojącego przy łóżku jednej ze współlokatorek, zobaczyłam jak bardzo źle wyglądam. Nigdy zbyt przesadnie nie dbałam o wygląd, nie nakładałam makijażu szpachelkom. Zawsze był to bardziej naturalny wygląd, bo myślę, że w moim wieku nie powinno się tak robić. W żadnym wieku nie powinno się szpachlować twarzy… Nadal stałam przed lustrem, jakbym miała coś tam zobaczyć, albo kogoś. Kogoś kim jestem lub kim chciałabym być. Zauważałam w sobie każdą drobnostkę, wadę, każdy detal, przez które moja samoocena się obniżała. Nigdy tak nie miałam. Rozmyślania przerwał mi trzask drzwi.
-O boże!-podskoczyłam. Biegiem odeszłam od lustra. Do pokoju wbiegła Ginny.
-Słyszałam, że ci się nudzi. Idziesz ze mną? Zaraz obiad.-rzuciła opierając się o framugę drzwi.
-Jasne.-dodałam z obojętnością w głosie.
Idąc korytarzem słyszałam, jak wszyscy rozmawiają o najbliższym meczu. Irytowało mnie to, że nie znam wcale zasad tej gry.
-Ej, Ginny?-zapytałam, gdy siadałyśmy do stołu.
-Tak?-spojrzała się na mnie z iskierkami w oczach.
-Bo ten Quidditch to.. ja nie znam w ogóle…
-Zasad?-przerwała.
W taki oto sposób doprosiłam się o wykład na temat tej jakże wspaniałej gry, który ciągnął się przez cały czas trwania obiadu. W międzyczasie Ginny oczywiście robiła przerwy na posiłek, co zdecydowałam też zrobić. Może częściej.. Szczerze mówiąc, słuchałam jej tylko przez pierwsze 5 minut. Przez resztę czasu rozglądałam się po sali. Zauważyłam, że Hermiona siedzi razem z chłopakami niedaleko nas. Wpadłam na pomysł.
-Wiesz Ginny, ja muszę porozmawiać z Hermioną o bardzo ważnej sprawie ,a teraz akurat ma czas.-powiedziałam z delikatnością w głosie, żeby jej nie urazić.
-Ahhm, dobrze. Spotkamy się meczu!-machała mi, gdy odchodziłam. Po czym sama wyszła.
Gryfoni siedzieli przy długim stole pod lewą ścianą Wielkiej Sali. Razem z Ginny usadowiłyśmy się zaraz przy drzwiach pod ścianą. Hermiona niestety siedziała po środku stołu od strony stołu ślizgonów. Musiałam się narazić na niebezpieczeństwo, że ktoś zwróci na mnie uwagę. Od czasu tej akcji z lustrem sprzed parudziesięciu minut zachowuję się jak nie ja. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam z miejsca. Miałam nadzieję, że przy stole ślizgonów będzie siedział Draco. Szukałam go na całej długości sali. Nagle wpadłam na jakąś dziewczynę, która niosła właśnie tacę z jakimś daniem. Nie miałam czasu żeby się przyjrzeć bo wszystko wylądowało na mnie. Jakby tego było mało upadłam na ziemię, a taca odbiła się z hukiem o podłogę zwracając uwagę WSZYSTKICH. Wszystkie oczy skierowane były na nas, a może raczej na mnie.
-Ja przepra..
-Jak idziesz! Jesteś ślepa? Czy może jednak twoja głupota przechodzi mutacje?-wszyscy na sali zaczęli się śmiać. Podniosłam się z ziemi jak najszybciej i wybiegłam z sali.
Nie patrzałam dokąd biegnę, chciałam tylko znaleźć się jak najdalej od tego co się właśnie stało. Oczy miałam całe zapłakane. Poczułam powiew zimniejszego powietrza, otarłam łzy i spostrzegłam, że jestem za zewnątrz. Na dziedzińcu. Usiadłam po zewnętrznej stronie filarów i wpatrywałam się w niebo. Było szare. Małe, przeźroczyste kropelki spadały z nieba roztrzaskując się o źdźbła trawy. Potem już konkretnie się rozpadało.
Nie siedziałam tam długo. Udałam się do pokoju, żeby przebrać te brudne ciuchy. Inaczej wyglądałabym jak szwedzki stół. Na korytarzach na szczęście nikogo nie było. Pewnie wszyscy jeszcze jedzą albo rozmawiają o mojej wpadce i śmieją się. Będę miała piekło w tej szkole na początki nauki. Super. Myślałam, że Ginny będzie w pokoju, lecz jej tam nie zastałam. Może tym lepiej… Musiałabym się jej tłumaczyć a nie mam ochoty odtwarzać tego znowu. Poplamione ubrania rzuciłam gdzieś w kąt.
Pod prysznicem miałam już w głowie treść listu do rodziców, który zamierzałam napisać. Chociaż może to nie taki dobry pomysł. Pewnie znowu pracują, albo wyjechali. Nie chcę, żeby Amanda się mną zamartwiała. Nie, nie napiszę go. Po wyjściu usłyszałam szumy dochodzące z pokoju wspólnego. Oznacza to, że posiłek się skończył. Ubrałam się jak najszybciej i usiadłam na łóżku jakby nigdy nic. Schody skrzypiały pod czyimś ciężarem. Drzwi delikatnie się otworzyły, wyjrzała z nich postać- DZIĘKI BOGU- Hermiony.
-Cześć Lili. Wszystko dobrze?-zapytała zatroskana zamykając za sobą drzwi. Usiadła obok mnie.
-Nie wiem. Ja szłam, żeby dosiąść się do was, a ona tak nagle.. Nie zauważyłam jej. Ośmieszyła mnie na oczach całej szkoły.-wylałam swoje emocje na wierzch w postaci łez.
-To Pansy Parkinson. Jest taka, dlatego że jest w Slytherinie… A nawiązując, kogo szukałaś przy stole ślizgonów?-jej ton się zmienił. Teraz był podejrzliwy..
-Draco.-Hermiona zamarła. Odsunęła się ode mnie, ale w tak dyskretny sposób, że nikt by się nie domyślił.
-Do czego ci potrzebna ta Tchórzofretka?! Zrobił ci coś?!-uniosła głos.
-Nie.-pokręciłam przecząco głową.-W dzieciństwie był moim najlepszym przyjacielem. Jedynym przyjacielem. Rozdzielili nas, gdy moi rodzice zaczęli pracować w Ministerstwie Magii. Od tamtej pory się nie widywaliśmy. Nie wiem czy mnie w ogóle pamięta…


_____________________________________________________________________________

Powracam! Może na stałe, może na parę dni, kto wie. Mam teraz tyle pomysłów na rozdziały, że nie nadążam ich spisywać. Mam nadzieję, że będzie tak zawsze :) Miłej lektury! <3 

poniedziałek, 26 października 2015

#2 Pierwsze spotkanie

"Harry dalej leżał w bezruchu. Każdy wstał, żeby mu pomóc. Chłopak był nieprzytomny. Profesor Lupin zajął się nim. Gdy Harry odzyskał przytomność mężczyzna dał mu czekoladę. Nie wsłuchiwałam się w to co mówili. Doszło do mnie tylko dementorzy i Syriusz Black. Byłam w szoku. Z zamyślenia wyrwała mnie Hermiona.
-Wszystko w porządku?-kiwnęłam tylko głową. Nie stać mnie było na wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa."

Reszta podróży minęła nijako po tym co się stało. Rozmawialiśmy ze sobą, ale nie za dużo. Miałam przeczytać książkę, którą wzięłam. Po wyjściu z pociągu cały czas szłam za Harry’m, Hermioną i Ronem. Dotarliśmy do sali wejściowej. Pod ścianami stały kufry uczniów. Dojrzałam sowę ojca. To musiały być moje rzeczy. Razem z Hermioną poszłyśmy do Wielkiej Sali, w której odbywały się uczty. Usiadłam przy stole Gryfonów razem z dziewczyną. Jeszcze mnie nie przydzielili, więc chyba mogłam usiąść sobie gdzie chciałam. Po czasie doszli do nas Harry i Ron. Hermiona wszystko mi tłumaczyła podczas uczty inauguracyjnej. Usłyszałam wtedy też dziwnie znane mi nazwisko. Nie… przecież to nie mogło być to. Dyrektor-profesor Dumbledore- ogłosił, że szkoły będą pilnować dementorzy. Dodał jeszcze coś o nowych nauczycielach. Zdziwiłam się, że nie wywołali mojego nazwiska podczas ceremonii przydziału. Gdy zaczęliśmy jeść, profesor Dumbledore podszedł do mnie i powiedział, żebym przyszła do jego gabinetu po kolacji. Po skończonym posiłku drogę do gabinetu pokazała mi Hermiona. Wypowiedziała jakieś dziwne słowo i przejście się otworzyło.
-Ah, panna Stone. Witaj!-krzyknął Dumbledore.
-Dzień dobry profesorze.
-Widziałem, że poznałaś już panne Granger oraz pana Pottera. To dobrze, bo zostałaś przydzielona do Gryffindoru. Panna Granger oprowadzi cię po Hogwarcie. Twoje kufry są już w twoim pokoju. W razie potrzeby zwróć się do nauczycieli lub do mnie.
-Dziękuję profesorze Dumbledore.-krótka ta rozmowa. No cóż. Profesor odprowadził mnie do wyjścia. Wyszłam z gabinetu i nie wiedziałam, w którą stronę mam iść. Hermiona odeszła. Nie prosiłam jej, by na mnie poczekała. Z prawej strony nadchodziła jakaś dziewczyna. Po jej mundurku było widać, że jest z Gryffindoru. Miała rude włosy, takiego samego odcieniu co Ron.
-Hej!-zawołałam.-Jestem tu nowa i widzę, że jesteś gryfonką. Pokazałabyś mi gdzie jest pokój wspólny gryfonów i dormitoria?
-Jasne.-odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem.-Tak przy okazji, jestem Ginny. A ty?
-Lili.-odwzajemniłam uśmiech. Razem z Ginny dotarłyśmy do dormitorium. Okazało się, że mam z nią pokój i z trzema innymi dziewczynami: Katie, Romildą i Angeliną. Rozpakowałam się, a sowę postawiłam na szafce obok łóżka. Stało ono zaraz na prawo od drzwi wejściowych do pomieszczenia. Robiło się późno. Jutro miałam zacząć swoje pierwsze lekcje w Hogwarcie. Poszłam się umyć i wróciłam do pokoju, położyć się spać.
Rano, po śniadaniu, wróciłam się do pokoju po książki. Na łóżku leżała ta od Amandy,  którą miałam przeczytać w pociągu. Wzięłam ją na lekcje. Pierwsze było wróżbiarstwo. Profesor Trelawney wydawała się dziwna. Wróżyliśmy z fusów. Siedziałam przy stoliku z jakąś dziewczyną. Nie znałam jej. W jej filiżance było coś… wyglądającego jak… duża wierzba? Nie wiem co to miało oznaczać. Nagle profesor zaczęła krzyczeć coś do Harry’ego. Mówiła o jakimś ponuraku i śmierci. Mało mnie to zainteresowało. Później mieliśmy lekcje z niejakim Hagridem. Książki były dość zabawne i przerażające jednocześnie. Były żywe. Trzeba było pogłaskać ją po grzbiecie, żeby się uspokoiła i otworzyła. Gdy szliśmy na miejsce słyszałam znajomy głos. Albo może nie słyszałam go nigdy. Trudno powiedzieć. Stanęliśmy wszyscy na polanie. Hermiona przyznała mi racje z tymi książkami. I wtedy odezwał się TEN głos.
-O tak, całkiem zabawne, boki rwać. Ta szkoła całkiem schodzi na psy. Niech no tylko ojciec się dowie, że ten przygłup nas uczy.-uczniowie po jego bokach zaczęli się śmiać. Wszyscy stanęli w kole. Harry wyszedł na środek.
-Zamknij się Malfoy.-osłupiałam. Już pamiętam. Przypomniałam sobie wszystko. Chłopcy zaczęli z niego drwić a tylko stałam i przyglądałam się wszystkiemu z niedowierzaniem.
Malfoy podszedł do Harry’ego. Nagle jego twarz przybrała przerażoną minę po czym wydał z siebie okrzyk: „Dementor! Dementor!”. Teraz to ja byłam przerażona. Stwierdzam, że dementorzy to najgorsze co mnie w życiu spotkało. Tak, dokładnie. No może oprócz tego razu, gdy tata przejechał mi poprzedniego kota-Puszka. Wracając do sytuacji, wszyscy obejrzeli się za siebie, a blondyn i jego „ekipa” (?) wykonali gest w stylu magicznych paluszków. Ten taki z dzieciństwa. Udawało się kiedyś, że jest się wróżką i magia płynie prosto z rąk. Ah, słodkie dzieciństwo. Hermiona zabrała Harry’ego i zaczęły się lekcje. Zaprzyjaźnialiśmy się z hipogryfem. Taki pół orzeł, pół koń. Nie skupiałam się na reszcie lekcji. Zleciała na czytaniu książki od Amandy. Całkiem ciekawa. Po lekcji dowiedziałam się, że Harry latał na hipogryfie a Malfoy’a to zwierzę zraniło. Chociaż daleko było temu do zranienia.
Później siedzieliśmy w Wielkiej Sali przy książkach. Draco stół dalej otaczał się wieloma uczniami. Mówił im, że jeszcze trochę i straciłby rękę. Taa, na pewno. Wygląda na to, że jest tutaj w pewien sposób popularny. Na salę wbiegł jakiś chłopak. Trzymał w ręce gazetę krzycząc „Widzieli go!”. Chodziło o Syriusza Black’a. Pojawił się w Dufftown, niedaleko od Hogwartu. Harry widocznie posmutniał. Chociaż może to była zmartwiona mina. Nie jestem dobra w zgadywankach.
Zabawnie było na lekcjach obrony przed czarną magią. Walczyliśmy z boginami-stworzeniami przyjmującymi postać naszego największego lęku, np. pająk czy wąż. Niestety większość uczniów nie poskromiła bogina, ponieważ Harry zmienił swojego w dementora. Wtedy profesor Lupin zakończył lekcje.
W Halloween udaliśmy się do Hogsmeade. Harry nie mógł iść z nami. Spacerowaliśmy razem z Hermioną i Ronem po uliczkach, byliśmy w Miodowym Królestwie i w sklepie Zonka. Gdy wracaliśmy do dormitoriów obraz Grubej Damy był porwany a ona sama znajdowała się na innym obrazie. Powiedziała, że był tu Syriusz Black. Tu w szkole. Dyrektor wysłał nas na noc do Wielkiej Sali. Wszyscy spaliśmy tam w śpiworach.
Następnego dnia rano była lekcja obrony przed czarną magią. Jednak była ona z profesorem Snape’m. Wchodząc do sali pozatrzaskiwał wszystkie okna i rozwinął białe płótno na środku klasy. Powiedział, że „Profesor Lupin jest niezdolny do wykonywania jakichkolwiek zajęć.”. Oglądaliśmy projekcje o wilkołakach i animagach. Malfoy jak zwykle drwił ze wszystkiego. Hermiona odezwała się niepytana, Snape odebrał nam 5 punktów. To nie fair. Przecież Hermiona chciała dobrze. Dostaliśmy jeszcze przeogromną pracę domową. DWIE ROLKI PERGAMINU O WILKOŁAKACH. Od razu zaczęłam czytać tekst z podręcznika. 

___________________________________________________________________

Witam! Od razu przepraszam za inną czcionkę bo coś mi się pomieszało. Ale jest rozdział! Nudniejszy co prawda, bo więcej opisów, ale jest! Mam nadzieję, że się spodoba :3 Mam nadzieję też, że będzie więcej komentarzy bo czyta to więcej niż jedna osoba XD 
P.S. Dopracowywuję wygląd bloga. Spokojnie.
P.S.2 Jeśli są jakieś błędy ortograficzne lub fabularne PISZ W KOMENTARZU! <3 (nie zmuszam)

poniedziałek, 5 października 2015

#1 Początek

Ten wakacyjny poranek zapowiadał się całkiem zwyczajny. Taki jak każdy. Tylko, że to był ostatni tydzień wakacji. A później z powrotem do szkoły. Nie lubię się uczyć. To znaczy, uczyć się tego, czego wiem, że nie będę w życiu potrzebować. Chodzę do mugolskiej szkoły, bo rodzice uważają, że nie jestem gotowa na Hogwart . Inni w moim wieku (mam 14 lat) chodzą już tam od paru lat. Rodzice uczyli mnie zaklęć w domu. Nie wspomniałam wam, że jestem czarownicą? W każdym razie, teraz już wiecie. Moi rodzice pracują w Ministerstwie Magii. Dokładnie nie wiem na jakim stanowisku. Szczerze mówiąc, nie interesuje mnie to. Skoro oni nie poświęcają mi czasu to dlaczego ja mam to robić? Tak więc, odprawiłam swój „poranny rytuał”. Jak zawsze zaspana doczłapałam do łazienki. Umycie się nie było, aż tak trudne jak mi się wydawało. Gorzej z makijażem. Nigdy nie byłam w tym dobra. Nie rozróżniam nawet pędzli. Mam jeden i w zupełności mi wystarczy. Chociaż ostatnimi czasy próbuję nowych rzeczy, które no… powiedzmy sobie szczerze. Nie umiem się malować. Dlatego nałożyłam jedynie delikatny makijaż, żeby jakoś zakryć te „niedoskonałości”. Mama zawsze mi powtarzała, że nikt nie jest idealny. Wyszłam z łazienki. Promienie słoneczne wpadały do pokoju przez szparki w zasłonach. Nadały ciepły klimat porankowi. Stanęłam przed drzwiami na balkon. Przeciągnęłam się raz, drugi, trzeci. Miałam już odchodzić, gdy coś uderzyło w szybę. Na balkonie leżała szara sowa z kopertą w dziobie. Wniosłam ją do środka i położyłam na łóżku. Jednak ona pozbyła się listu i wyleciała przez otwarte drzwi balkonowe. Po pieczęci poznałam, że był to list z Hogwartu. Nie chciałam go otwierać, nie miałam potrzeby. Przychodziły co roku. Wszystkie chowałam w pudełku pod łóżkiem. Skierowałam się do szafy. Wybrałam białą koszulkę, fiołkową bluzę z zamkiem i zwykłe czarne rurki, które miały dziury na kolanach, bo kiedyś tak się spieszyłam do szkoły, że potknęłam się o wystającą cegiełkę w chodniku. Ale dziury dodawały tym spodniom uroku. Stanęłam przed lustrem. Czy ja jestem już gotowa? Przejrzałam się dokładnie. Żywo zielone oczy. Brązowe przechodzące w blond włosy do połowy pleców. A może zawsze byłam. Tylko rodzice się o mnie bali. Szczupła sylwetka.  A może jednak jeszcze nie powinnam? Ale jeśli nie spróbuję, to się nie przekonam. Nagle zadzwonił mój telefon.
-Gdzie jesteś?!-to była Astrid. Moja przyjaciółka. Jest mugolem. Oczywiście nie wiedziała o tym całym magicznym świecie.-Zaraz zajmą wszystkie miejsca! Pośpiesz się!
-Już wychodzę z domu.
Założyłam swoje czarne trampki do kostek i wybiegłam z domu. Podjęłyśmy się razem z Astrid pracy w wakacje. Rozdawanie ulotek to chyba nic trudnego. Chyba dlatego ludzie tak się rzucają do tego. Na szczęście zdążyłam. Autobus jechał szybciej niż zwykle. Na korytarzu spotkałam przyjaciółkę. Podeszłam do niej by ją uściskać. Gdy tylko ją dotknęłam zobaczyłam pierwszą klasę i nasze pierwsze spotkanie. Przeżywałam to znowu. Tak jakbym mogła zobaczyć wspomnienia. Byłam tam. Co się ze mną stało?
-Lilith Stone jest proszona o podejście do stoiska numer 2.-głos z głośników wyrwał mnie z tego dziwnego czegoś.
-Lili, idź, wołają cię.
Przy stoisku dostałam cały stos ulotek. Chodziłam po ulicach wyciągając do każdego kawałek papieru. Tak minął mi cały dzień. Wróciłam dopiero koło godziny dwudziestej. W domu pachniało moją ulubioną zapiekanką ze szpinakiem, którą robi Amanda-nasza gosposia. Można powiedzieć, że jesteśmy dość „bogatą” rodziną. Nie lubi tak mówić. Amanda mieszka razem z nami. Tak właściwie to ze mną, bo rodzice wyjechali w pilnej sprawie. W kuchni rzeczywiście stała kobieta.
-Witaj skarbie. Na pewno jesteś głodna, więc pomyślałam, że będziesz miała ochotę na to cudo.-szeroko się uśmiechnęła podając mi kawałek na talerzu.
-Jesteś kochana.-Razem z Amandą usiadłyśmy przy stole w jadalni.-Dzisiaj przyszedł list. Znowu.
-Z Hogwartu?-była czarownicą, więc mogłam z nią się tym podzielić. Zastępowała mi też matkę.
-Tak. I zastanawiałam się…

-No na reszcie dziecino! Jutro cię spakuję.-przerwała mi. Ona zawsze wiedziała o czym myślę.
-Ale ja jeszcze nie zdecydowałam Amando. Nie wiem czy jestem gotowa.
-Lilith. Oczywiście, że jesteś. Twoi rodzice wciskali ci kit. Nawet jak byłaś mała zabierałaś matce różdżkę i udawałaś, że rzucasz zaklęcie na Aurore.- Aurora to kotka syjamska o błękitnych dużych oczach. W tym momencie pewnie śpi gdzieś w moim pokoju.
-Tak pamiętam. Chyba masz racje. Ale rodzice mi nie pozwolą.
-A kto powiedział, że muszą wiedzieć?-Amanda chytro się uśmiechnęła. W sumie to długo ich nie będzie. To może nawet wypalić.-Jutro skontaktujemy się z dyrekcją i wszystkiego się dowiemy.
Po kolacji poszłam prosto do swojej sypialni. Miałam ochotę paść na łóżko i nie wychodzić z niego przez tydzień. Będę musiała jakoś wyjaśnić Astrid, że nie będzie mnie w szkole. Dam radę. Jakoś muszę.
Przez 5 dni cały czas to samo. Praca, kolacja, spać. Przynajmniej się nie nudziłam. Podczas nieobecności rodziców musiałam jakoś sama zarabiać pieniądze. Oni przysyłali jedynie na opłaty rachunków. Miałam jakieś oszczędności na koncie bankowym. Wiem, że będę musiała kupić trochę rzeczy do szkoły. Do wyjazdu do Hogwartu zostały 2 dni. Cieszę się, i to nawet bardzo. Ale co powiedzą rodzice jak już wrócą ? Dlaczego mnie to w ogóle obchodzi? Podcinali mi skrzydła. Siedziałam w pokoju, gdy usłyszałam krzyki dochodzące z dołu. Zbiegłam po schodach. W przedpokoju stali moi rodzice z Amandą. Matka trzymała list z Hogwartu w ręce. Była wściekła.
-Nie pojedziesz tam!-zwróciła się do mnie.
-A to niby dlaczego?-wywróciłam oczami.
-Anno, nasza córka jest już duża. Poradzi sobie.-nigdy nie spodziewałam się, że tata stanie po mojej stronie.
-Ale William’ie…
-Da radę. Uwierz.-skakałam z radości. Dosłownie. Nie mogłam ustać w miejscu.
-Dobrze.-moja euforia osiągnęła szczyt. Nie wierzę.-Kontaktowałaś się z dyrekcją Amando?
-Oczywiście. Powiedzieli, że Lilith zostanie przydzielona do domu po dotarciu do szkoły oraz, że nie ma potrzeby nadrabiać materiału z poprzednich lat z uwagi na naukę w domu.
-W takim razie pozostaje tylko kwestia pieniędzy. Lilith, kochanie. Damy ci z ojcem na potrzebne rzeczy. Jeśli tylko napiszesz przyślemy ci więcej.-czy to nadal moi rodzice? Nagle stali się opiekuńczy. No ale ważne, że jadę do Hogwartu! Poznam innych czarodziejów. 

Po obiedzie udaliśmy się na ulicę Pokątną. W sklepie u Ollivanderów dostałam różdżkę z hebanu, włókno ze smoczego serca, 13 i pól cala, bardzo sztywna. Swoją drogą dziwne jest to, że różdżka sama wybiera swojego właściciela.  Kupiliśmy szaty u Madame Malkin i podręczniki w księgarni „Esy i Floresy”. Mama zaszła jeszcze do jakiegoś sklepu. Wróciła z kociołkiem. Powiedziała, że mi się przyda. Dzisiaj zasypiałam szczęśliwsza niż kiedykolwiek.
Rano pojechaliśmy z rodzicami na dworzec King’s Cross. Nie mogłam wytrzymać. Chciałam się już tam znaleźć. Mój tata wiózł wszystkie potrzebne rzeczy na wózku. Na kufrach stała złota klatka z biało śnieżną sową o błękitnych oczach. Skąd rodzice ją wzięli?
-Kiedyś była moja.-odezwał się tata tak jakby czytał mi w myślach-Ma na imię Saurel.
-Jest piękna.-uśmiechnęłam się.
Wbiegliśmy w jeden z filarów na dworcu. Przede mną pojawił się ogromny pociąg. Nigdy jeszcze nie jechałam pociągiem. Staliśmy na peronie 9 ¾. Dwa nowe przeżycia jednego dnia. Dookoła było pełno ludzi. Niektórzy wyglądali jakby byli w moim wieku. Gdy się odwróciłam, moich bagaży już nie było. Nie wiem co się z nimi stało. Rodzice zaczęli się ze mną żegnać i przytulać.
-Pisz do nas! Pamiętaj jak zabraknie ci pieniędzy to napisz! Jak kogoś poznasz to też napisz!
-Napiszę.-nagle zaczęli się mną interesować. Nie przeszkadzało mi to. Chyba zaczęło mi się podobać.
-Kochamy cię Lili.-powiedział tata.
Pożegnałam się z nimi i weszłam do pociągu. Przechodziłam obok różnych przedziałów. Wszędzie miejsca były pozajmowane. Nagle natrafiłam na taki, w którym było w miarę mało osób.
-Cześć. Czy tu jest wolne?
-Jasne. Siadaj.-poleciła dziewczyna z kręconymi włosami koloru ciemny blond. Obok niej, pod oknem po lewej stronie przedziału siedział rudowłosy chłopak. Trzymał w ręce jakieś słodycze. Naprzeciwko niego usadowił się czarnowłosy chłopak w okularach.
-Jestem Lilith, ale mówcie mi Lili.
-Ja jestem Harry, to Hermiona, a to Ron.-powiedział czarnowłosy wskazując kolejno na innych.-Na którym roku jesteś ? Nigdy wcześniej cię nie widzieliśmy.
-Ja jestem nowa. Wcześniej rodzice uczyli mnie w domu. Z tego co mi wiadomo , jestem na trzecim roku.
-My też!-odezwał się…Ron? Wydaje mi się, że tak miał na imię. Zaraz po tym spuścił głowę.
-To fajnie. Przynajmniej będę kogoś znała w szkole.-uśmiechnęłam się do wszystkich.-Aaa, ten to kto?-wskazałam palcem na mężczyznę siedzącego pod oknem po stronie Harry’ego. Prawdopodobnie spał.
-To Profesor Lupin.-odpowiedziała Hermiona. W odpowiedzi pokiwałam głową i usiadłam obok dziewczyny. Po paru minutach każdy już rozmawiał swobodnie. W pewnym momencie zrobiło się ciemno i zimno, pociąg stanął a szyby pokryły się lodem. Pod naszym przedziałem stanęła dziwna, mroczna istota. Otworzyła drzwi i spojrzała na nas wszystkich. Jakie szczęście ma ten profesor Lupin, że nie musi na to patrzeć. Okropnie się bałam, bo ja i Harry siedzieliśmy najbliżej tego czegoś. Czułam pustkę. Tak jakbym nie wiedziała co to szczęście. Istota zawiesiła wzrok na Harry’m. Chłopak zrobił się blady. To coś wysysało z niego życie. To brzmi absurdalnie. Harry wyglądał jakby był już martwy. Nagle profesor wstał, rzucił jakieś zaklęcie, przedział wypełnił się światłem i istota zniknęła. Pociąg ruszył, światło w przedziale znów się paliło, zrobiło się cieplej i szczęście wróciło. Harry dalej leżał w bezruchu. Każdy wstał, żeby mu pomóc. Chłopak był nieprzytomny. Profesor Lupin zajął się nim. Gdy Harry odzyskał przytomność mężczyzna dał mu czekoladę. Nie wsłuchiwałam się w to co mówili. Doszło do mnie tylko dementorzy i Syriusz Black. Byłam w szoku. Z zamyślenia wyrwała mnie Hermiona.
-Wszystko w porządku?-kiwnęłam tylko głową. Nie stać mnie było na wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa.



________________________________________________________________________________


Hej! Mam nadzieję, że ktoś w ogóle to przeczytał. Tak więc, to fanfiction będzie w sumie o życiu w Hogwarcie. Opieram się na filmach, bo łatwiej mi jest wyobrazić sobie postać w danej sytuacji, oraz dlatego, że nie czytałam książek :c JESZCZE! Nie miałam możliwości, aby takowe zakupić lub pożyczyć/wypożyczyć niestety. Jeżeli będą jakieś błędy dotyczące fabuły (lub ortograficzne) powiadomcie w komentarzach. KOMENTARZE SĄ WSPANIAŁE.

Pozdrawiam!