poniedziałek, 5 października 2015

#1 Początek

Ten wakacyjny poranek zapowiadał się całkiem zwyczajny. Taki jak każdy. Tylko, że to był ostatni tydzień wakacji. A później z powrotem do szkoły. Nie lubię się uczyć. To znaczy, uczyć się tego, czego wiem, że nie będę w życiu potrzebować. Chodzę do mugolskiej szkoły, bo rodzice uważają, że nie jestem gotowa na Hogwart . Inni w moim wieku (mam 14 lat) chodzą już tam od paru lat. Rodzice uczyli mnie zaklęć w domu. Nie wspomniałam wam, że jestem czarownicą? W każdym razie, teraz już wiecie. Moi rodzice pracują w Ministerstwie Magii. Dokładnie nie wiem na jakim stanowisku. Szczerze mówiąc, nie interesuje mnie to. Skoro oni nie poświęcają mi czasu to dlaczego ja mam to robić? Tak więc, odprawiłam swój „poranny rytuał”. Jak zawsze zaspana doczłapałam do łazienki. Umycie się nie było, aż tak trudne jak mi się wydawało. Gorzej z makijażem. Nigdy nie byłam w tym dobra. Nie rozróżniam nawet pędzli. Mam jeden i w zupełności mi wystarczy. Chociaż ostatnimi czasy próbuję nowych rzeczy, które no… powiedzmy sobie szczerze. Nie umiem się malować. Dlatego nałożyłam jedynie delikatny makijaż, żeby jakoś zakryć te „niedoskonałości”. Mama zawsze mi powtarzała, że nikt nie jest idealny. Wyszłam z łazienki. Promienie słoneczne wpadały do pokoju przez szparki w zasłonach. Nadały ciepły klimat porankowi. Stanęłam przed drzwiami na balkon. Przeciągnęłam się raz, drugi, trzeci. Miałam już odchodzić, gdy coś uderzyło w szybę. Na balkonie leżała szara sowa z kopertą w dziobie. Wniosłam ją do środka i położyłam na łóżku. Jednak ona pozbyła się listu i wyleciała przez otwarte drzwi balkonowe. Po pieczęci poznałam, że był to list z Hogwartu. Nie chciałam go otwierać, nie miałam potrzeby. Przychodziły co roku. Wszystkie chowałam w pudełku pod łóżkiem. Skierowałam się do szafy. Wybrałam białą koszulkę, fiołkową bluzę z zamkiem i zwykłe czarne rurki, które miały dziury na kolanach, bo kiedyś tak się spieszyłam do szkoły, że potknęłam się o wystającą cegiełkę w chodniku. Ale dziury dodawały tym spodniom uroku. Stanęłam przed lustrem. Czy ja jestem już gotowa? Przejrzałam się dokładnie. Żywo zielone oczy. Brązowe przechodzące w blond włosy do połowy pleców. A może zawsze byłam. Tylko rodzice się o mnie bali. Szczupła sylwetka.  A może jednak jeszcze nie powinnam? Ale jeśli nie spróbuję, to się nie przekonam. Nagle zadzwonił mój telefon.
-Gdzie jesteś?!-to była Astrid. Moja przyjaciółka. Jest mugolem. Oczywiście nie wiedziała o tym całym magicznym świecie.-Zaraz zajmą wszystkie miejsca! Pośpiesz się!
-Już wychodzę z domu.
Założyłam swoje czarne trampki do kostek i wybiegłam z domu. Podjęłyśmy się razem z Astrid pracy w wakacje. Rozdawanie ulotek to chyba nic trudnego. Chyba dlatego ludzie tak się rzucają do tego. Na szczęście zdążyłam. Autobus jechał szybciej niż zwykle. Na korytarzu spotkałam przyjaciółkę. Podeszłam do niej by ją uściskać. Gdy tylko ją dotknęłam zobaczyłam pierwszą klasę i nasze pierwsze spotkanie. Przeżywałam to znowu. Tak jakbym mogła zobaczyć wspomnienia. Byłam tam. Co się ze mną stało?
-Lilith Stone jest proszona o podejście do stoiska numer 2.-głos z głośników wyrwał mnie z tego dziwnego czegoś.
-Lili, idź, wołają cię.
Przy stoisku dostałam cały stos ulotek. Chodziłam po ulicach wyciągając do każdego kawałek papieru. Tak minął mi cały dzień. Wróciłam dopiero koło godziny dwudziestej. W domu pachniało moją ulubioną zapiekanką ze szpinakiem, którą robi Amanda-nasza gosposia. Można powiedzieć, że jesteśmy dość „bogatą” rodziną. Nie lubi tak mówić. Amanda mieszka razem z nami. Tak właściwie to ze mną, bo rodzice wyjechali w pilnej sprawie. W kuchni rzeczywiście stała kobieta.
-Witaj skarbie. Na pewno jesteś głodna, więc pomyślałam, że będziesz miała ochotę na to cudo.-szeroko się uśmiechnęła podając mi kawałek na talerzu.
-Jesteś kochana.-Razem z Amandą usiadłyśmy przy stole w jadalni.-Dzisiaj przyszedł list. Znowu.
-Z Hogwartu?-była czarownicą, więc mogłam z nią się tym podzielić. Zastępowała mi też matkę.
-Tak. I zastanawiałam się…

-No na reszcie dziecino! Jutro cię spakuję.-przerwała mi. Ona zawsze wiedziała o czym myślę.
-Ale ja jeszcze nie zdecydowałam Amando. Nie wiem czy jestem gotowa.
-Lilith. Oczywiście, że jesteś. Twoi rodzice wciskali ci kit. Nawet jak byłaś mała zabierałaś matce różdżkę i udawałaś, że rzucasz zaklęcie na Aurore.- Aurora to kotka syjamska o błękitnych dużych oczach. W tym momencie pewnie śpi gdzieś w moim pokoju.
-Tak pamiętam. Chyba masz racje. Ale rodzice mi nie pozwolą.
-A kto powiedział, że muszą wiedzieć?-Amanda chytro się uśmiechnęła. W sumie to długo ich nie będzie. To może nawet wypalić.-Jutro skontaktujemy się z dyrekcją i wszystkiego się dowiemy.
Po kolacji poszłam prosto do swojej sypialni. Miałam ochotę paść na łóżko i nie wychodzić z niego przez tydzień. Będę musiała jakoś wyjaśnić Astrid, że nie będzie mnie w szkole. Dam radę. Jakoś muszę.
Przez 5 dni cały czas to samo. Praca, kolacja, spać. Przynajmniej się nie nudziłam. Podczas nieobecności rodziców musiałam jakoś sama zarabiać pieniądze. Oni przysyłali jedynie na opłaty rachunków. Miałam jakieś oszczędności na koncie bankowym. Wiem, że będę musiała kupić trochę rzeczy do szkoły. Do wyjazdu do Hogwartu zostały 2 dni. Cieszę się, i to nawet bardzo. Ale co powiedzą rodzice jak już wrócą ? Dlaczego mnie to w ogóle obchodzi? Podcinali mi skrzydła. Siedziałam w pokoju, gdy usłyszałam krzyki dochodzące z dołu. Zbiegłam po schodach. W przedpokoju stali moi rodzice z Amandą. Matka trzymała list z Hogwartu w ręce. Była wściekła.
-Nie pojedziesz tam!-zwróciła się do mnie.
-A to niby dlaczego?-wywróciłam oczami.
-Anno, nasza córka jest już duża. Poradzi sobie.-nigdy nie spodziewałam się, że tata stanie po mojej stronie.
-Ale William’ie…
-Da radę. Uwierz.-skakałam z radości. Dosłownie. Nie mogłam ustać w miejscu.
-Dobrze.-moja euforia osiągnęła szczyt. Nie wierzę.-Kontaktowałaś się z dyrekcją Amando?
-Oczywiście. Powiedzieli, że Lilith zostanie przydzielona do domu po dotarciu do szkoły oraz, że nie ma potrzeby nadrabiać materiału z poprzednich lat z uwagi na naukę w domu.
-W takim razie pozostaje tylko kwestia pieniędzy. Lilith, kochanie. Damy ci z ojcem na potrzebne rzeczy. Jeśli tylko napiszesz przyślemy ci więcej.-czy to nadal moi rodzice? Nagle stali się opiekuńczy. No ale ważne, że jadę do Hogwartu! Poznam innych czarodziejów. 

Po obiedzie udaliśmy się na ulicę Pokątną. W sklepie u Ollivanderów dostałam różdżkę z hebanu, włókno ze smoczego serca, 13 i pól cala, bardzo sztywna. Swoją drogą dziwne jest to, że różdżka sama wybiera swojego właściciela.  Kupiliśmy szaty u Madame Malkin i podręczniki w księgarni „Esy i Floresy”. Mama zaszła jeszcze do jakiegoś sklepu. Wróciła z kociołkiem. Powiedziała, że mi się przyda. Dzisiaj zasypiałam szczęśliwsza niż kiedykolwiek.
Rano pojechaliśmy z rodzicami na dworzec King’s Cross. Nie mogłam wytrzymać. Chciałam się już tam znaleźć. Mój tata wiózł wszystkie potrzebne rzeczy na wózku. Na kufrach stała złota klatka z biało śnieżną sową o błękitnych oczach. Skąd rodzice ją wzięli?
-Kiedyś była moja.-odezwał się tata tak jakby czytał mi w myślach-Ma na imię Saurel.
-Jest piękna.-uśmiechnęłam się.
Wbiegliśmy w jeden z filarów na dworcu. Przede mną pojawił się ogromny pociąg. Nigdy jeszcze nie jechałam pociągiem. Staliśmy na peronie 9 ¾. Dwa nowe przeżycia jednego dnia. Dookoła było pełno ludzi. Niektórzy wyglądali jakby byli w moim wieku. Gdy się odwróciłam, moich bagaży już nie było. Nie wiem co się z nimi stało. Rodzice zaczęli się ze mną żegnać i przytulać.
-Pisz do nas! Pamiętaj jak zabraknie ci pieniędzy to napisz! Jak kogoś poznasz to też napisz!
-Napiszę.-nagle zaczęli się mną interesować. Nie przeszkadzało mi to. Chyba zaczęło mi się podobać.
-Kochamy cię Lili.-powiedział tata.
Pożegnałam się z nimi i weszłam do pociągu. Przechodziłam obok różnych przedziałów. Wszędzie miejsca były pozajmowane. Nagle natrafiłam na taki, w którym było w miarę mało osób.
-Cześć. Czy tu jest wolne?
-Jasne. Siadaj.-poleciła dziewczyna z kręconymi włosami koloru ciemny blond. Obok niej, pod oknem po lewej stronie przedziału siedział rudowłosy chłopak. Trzymał w ręce jakieś słodycze. Naprzeciwko niego usadowił się czarnowłosy chłopak w okularach.
-Jestem Lilith, ale mówcie mi Lili.
-Ja jestem Harry, to Hermiona, a to Ron.-powiedział czarnowłosy wskazując kolejno na innych.-Na którym roku jesteś ? Nigdy wcześniej cię nie widzieliśmy.
-Ja jestem nowa. Wcześniej rodzice uczyli mnie w domu. Z tego co mi wiadomo , jestem na trzecim roku.
-My też!-odezwał się…Ron? Wydaje mi się, że tak miał na imię. Zaraz po tym spuścił głowę.
-To fajnie. Przynajmniej będę kogoś znała w szkole.-uśmiechnęłam się do wszystkich.-Aaa, ten to kto?-wskazałam palcem na mężczyznę siedzącego pod oknem po stronie Harry’ego. Prawdopodobnie spał.
-To Profesor Lupin.-odpowiedziała Hermiona. W odpowiedzi pokiwałam głową i usiadłam obok dziewczyny. Po paru minutach każdy już rozmawiał swobodnie. W pewnym momencie zrobiło się ciemno i zimno, pociąg stanął a szyby pokryły się lodem. Pod naszym przedziałem stanęła dziwna, mroczna istota. Otworzyła drzwi i spojrzała na nas wszystkich. Jakie szczęście ma ten profesor Lupin, że nie musi na to patrzeć. Okropnie się bałam, bo ja i Harry siedzieliśmy najbliżej tego czegoś. Czułam pustkę. Tak jakbym nie wiedziała co to szczęście. Istota zawiesiła wzrok na Harry’m. Chłopak zrobił się blady. To coś wysysało z niego życie. To brzmi absurdalnie. Harry wyglądał jakby był już martwy. Nagle profesor wstał, rzucił jakieś zaklęcie, przedział wypełnił się światłem i istota zniknęła. Pociąg ruszył, światło w przedziale znów się paliło, zrobiło się cieplej i szczęście wróciło. Harry dalej leżał w bezruchu. Każdy wstał, żeby mu pomóc. Chłopak był nieprzytomny. Profesor Lupin zajął się nim. Gdy Harry odzyskał przytomność mężczyzna dał mu czekoladę. Nie wsłuchiwałam się w to co mówili. Doszło do mnie tylko dementorzy i Syriusz Black. Byłam w szoku. Z zamyślenia wyrwała mnie Hermiona.
-Wszystko w porządku?-kiwnęłam tylko głową. Nie stać mnie było na wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa.



________________________________________________________________________________


Hej! Mam nadzieję, że ktoś w ogóle to przeczytał. Tak więc, to fanfiction będzie w sumie o życiu w Hogwarcie. Opieram się na filmach, bo łatwiej mi jest wyobrazić sobie postać w danej sytuacji, oraz dlatego, że nie czytałam książek :c JESZCZE! Nie miałam możliwości, aby takowe zakupić lub pożyczyć/wypożyczyć niestety. Jeżeli będą jakieś błędy dotyczące fabuły (lub ortograficzne) powiadomcie w komentarzach. KOMENTARZE SĄ WSPANIAŁE.

Pozdrawiam!

1 komentarz: