"-Czy
my się kiedyś nie spotkaliśmy? Przypominasz mi kogoś…-odparł.
-Draco! Chodź już, zaraz zacznie się mecz, musimy iść! Chyba chcesz zobaczyć
porażkę Pottera?-krzyczała z oddali Pansy.-A co ty tutaj robisz z tą nową, co
nie patrzy gdzie idzie?-Spanikowałam. Strasznie spanikowałam. OGROMNIE
SPANIKOWAŁAM.-To ja już pójdę...-odchodząc widziałam jak bardzo był zawiedziony. Jeszcze dzisiaj śmiał się ze mnie na stołówce podczas incydentu z Pansy, a teraz jest dla mnie taki miły?"
Dogoniłam dziewczyny w połowie schodków prowadzących na
górę. Gdy usiadłyśmy na krzesełkach mieszczących się na szczycie trybun, nieco
wychyliłam się w dół. Zdałam sobie sprawę, że znajdujemy się bardzo wysoko i
paniczny lęk wysokości wrócił. Chwilę potem pojawił się Ron, który usiadł na
wolne miejsce obok mnie. Musiałam wziąć się w garść, by nie dać po sobie
poznać, że się boję. Po kilku minutach na środku boiska stanęła Pani Hooch.
Rozpoczął się mecz. Harry był świetny! Z wyjątkiem jednego momentu, który
zadecydował o porażce Gryffindoru. Czarodziej w pogoni za zniczem
niespodziewanie wzniósł się ponad chmury. Zniknął całkowicie z pola widzenia.
Po kilku sekundach wszyscy byli oszołomieni, gdy zobaczyli spadającego w dół
chłopaka, który w następstwie uderzył z impetem o murawę. Zapanowała cisza.
Każdy siedział w skupieniu, obserwując jak nauczyciele podbiegają do niego i
zbierają z ziemi.
-Cześć! Gdzie Hermiona? Miała mi pomóc w napisaniu pracy na eliksiry.-stał w drzwiach zdenerwowany.
-Mówiła, że musi iść do biblioteki. A jaki temat wybrałeś?
-Coś o wpływie wzorów na eliksiry?-odpowiedział.
-„Jak magiczne wzory i napoje Arseniusa Jiggera wpłynęły na rozwój eliksirów?” -O! Dokładnie tak!
-Ja już swoją skończyłam. Mogę ci pomóc, jeśli chcesz.-lekko się uśmiechnęłam, co on odwzajemnił.
-Jasne!-podskoczył z radości.
Razem udaliśmy się do pokoju wspólnego, gdzie usiedliśmy na kanapie przed kominkiem. Wkrótce Ron miał zapełnione całe, dwie rolki pergaminu.
-To ja już pójdę, dzięki za pomoc.-powiedział wstając z kanapy.
-W takim razie do jutra. Ja poczekam jeszcze na Hermionę.-odparłam przeciągając się.
-To do jutra!
Zbliżała się późna godzina, a Hermiony nadal nie było. Pokój oblewała ciemność, jedynie dzięki poświacie księżyca wpadającej przez okna można było cokolwiek dostrzec. Nagle usłyszałam szmery dochodzące ze schodów prowadzących do sypialni dziewcząt. Postanowiłam udać się w ich stronę. Po wejściu do swojego pokoju, Hermiona leżała już w łóżku. Może po prostu mi się zdawało?
Następnego dnia obudziłam się pierwsza. Jako, że łazienka była wolna skorzystałam z okazji. Włożyłam na siebie mundurek: koszulę, spódniczkę, krawat w barwach domu i cienki, grafitowy sweterek. Wychodząc, w pokoju zastałam bałagan. Każda dziewczyna przerzucała stosy swoich ubrań, by wybrać coś odpowiedniego na wycieczkę do Hogsmeade. Nie wiem, dlaczego one tak bardzo się tym przejmują. Jedynie Hermiona, która była już gotowa, siedziała na skraju swojego łóżka i czytała podręcznik do zielarstwa.
-Hej, idziemy już?
-Oczywiście.-spojrzała na mnie znad książki, po czym odłożyła ją na szafkę.
Razem udałyśmy się na śniadanie, po którym mieliśmy wyruszyć do Hogsmeade. Myślę, że zaaklimatyzowałam się w Hogwarcie szybciej, niż niektórzy pierwszoroczniacy. Wszedłszy do Wielkiej Sali, spostrzegłyśmy, że każdy siedzi już na swoim miejscu, a stoły są obficie zastawione potrawami. Dziś zdecydowałam się na owsiankę i kawałek ciasta dyniowego.
-Patrzcie!-krzyknęła jedna z bliźniaczek Patil.
Chmara sów wleciała do sali zrzucając poranną pocztę. Ku mojemu zdziwieniu otrzymałam przesyłkę. Była od Amandy. Po otworzeniu, zobaczyłam bladoróżowy sweter z wyszytym serduszkiem na rogu i szarymi mankietami. Zrobiła go Amanda. Miałam taki sam w dzieciństwie, tyle że tamten był oczywiście mniejszy. Pamiętam, jak miałam na sobie ten sweter, siedzieliśmy wtedy na dużym, białym dywanie w moim domu razem z Dra… Westchnęłam.
-Stało się coś?-zapytała Hermiona.
-Nie, nie. Wszystko jest w porządku.
To szaleństwo! Nie widziałam się ze swoim przyjacielem 7 lat, a teraz chodzimy razem do szkoły. Boję się podejść i zagadać, a co gorsze, on nawet mnie nie pamięta. Jestem żałosna.
-Hermiona?-spytałam.-Wyjdziemy wcześniej ze śniadania, żeby później nie musieć przedzierać się przez góry ubrań?
-Wyśmienity pomysł panno Stone!-krzyknęła, zwracając na nas uwagę niektórych uczniów, a w tym, Malfoy’a. Szybko wstałam od stołu i wzięłam dziewczynę pod rękę wybiegając prawie z sali.
-Hermiona! Ja nie chcę z nim rozmawiać!
-Myślałam, że chcesz odnowić znajomość.
-Jeszcze nie teraz.-przewróciłam oczami, co wyraźnie jej się nie spodobało.
W pokoju nie dało się normalnie poruszać, ponieważ nikt nie posprzątał porozrzucanej odzieży. Chciałam jedynie ubrać się cieplej, bo na dworze zaczyna już robić się coraz zimniej. Naciągnęłam sweter od Amandy i duży, biały szal, nałożyłam czarne rajstopy pod granatową spódniczkę. Włosy związałam w kok. Przy wyjściu wsunęłam na nogi jasnobrązowe, skórzane botki.
Nie czekałam na Hermionę, mówiła mi wcześniej, że idzie z Ronem, więc uznałam, że poszukam Ginny. Ta stała już na placu przed wejściem razem z Katie i Angeliną. Gdy zebrała się już dość liczna grupa wyruszyliśmy. W drodze czułam, że coś uwiera mnie w kieszeni koszuli, wyjęłam to i moim oczom ukazał się druciany pierścionek. Postanowiłam nałożyć go na najmniejszy palec, bo na żaden inny już nie pasował. Na miejscu dużo spacerowaliśmy z Ginny, bo dziewczyny poszły w swoją stronę. W pewnym momencie natknęliśmy się na Pansy, Draco i jego goryli-Crabbe’a i Goyle’a. Podeszli do nas, a dziewczyna zawiesiła wzrok na moim swetrze.
-Skąd wytrzasnęłaś ten sweterek? Twoja niedorobiona służąca zrobiła Ci go na drutach?-odezwała się Pansy.
-Przypomina trochę szmaty Weasley'ów. Brakuje jej tylko rudych włosów.-dodał Goyle. Cała czwórka śmiała się tak głośno, że przechodnie patrzeli na nas jak na idiotów. Ginny zamierzała coś powiedzieć, co przeczuwam nie załatwiłoby sprawy. Za to sama postanowiłam wkroczyć do akcji.
-Co ty powiedziałaś?-ironicznie się zaśmiałam.
-Nie dość, że głupia i niezdarna to jeszcze głucha.-odparła Pansy. Piorunowałam ją wzrokiem. Miałam ochotę się na nią rzucić. Ginny to zauważyła, dlatego złapała mnie za dłoń i pociągnęła do tyłu.
-To nie ma sensu Lili. Chodźmy.-spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. Pokiwałam głową i zaraz ruszyłyśmy w stronę baru „Trzy Miotły”. Za sobą słyszałam jeszcze śmiechy, co rozzłościło mnie jeszcze bardziej. Po wejściu wybrałyśmy stolik obok schodów, niedaleko od wejścia. Moje krzesło stało tyłem do drzwi wejściowych. Ginny zamówiła dla nas po soku.
-Lili, zaraz wrócę.-powiedziała, po czym udała się w stronę toalety. Ściągnęłam swój szal i pod wpływem nudy zaczęłam bawić się drucianym pierścionkiem. Nagle poczułam czyjś dotyk na swoim odkrytym karku. Wszystkie moje mięśnie automatycznie się spięły, bo nie wiedziałam kto to. Czułam jedynie silny zapach męskich perfum. Zaraz potem przy stoliku stanął nie kto inny jak Draco.
-Czego chcesz?-spytałam szorstko.
-Spokojnie.-uniósł ręce w górę w obronnym geście.-Przecież ci się podobało. Tak mi się odpłacasz?-dodał unosząc prawy kącik ust w górę.
-Jeżeli masz zamiar znowu obrażać i śmiać się ze mnie razem z tą swoją koleżaneczką Pansy, która wszędzie za tobą łazi, to lepiej od razu wyjdź.
-Chcę pogadać.-usiadł na miejscu naprzeciwko mnie. Tam gdzie miała siedzieć Ginny. Swoją drogą długo jej nie ma.-Pamiętasz nasze wczorajsze spotkanie przed meczem? Wtedy też było całkiem miło.-tym razem uniósł kąciki ust jeszcze wyżej.
-Przejdź do konkretów. Nie zmarnuje na ciebie całego dnia.-odparłam, krzyżując ręce na piersi.
-A więc, spytałem się wtedy czy się kiedyś nie spotkaliśmy.-przytaknęłam.-I nadal nie wiem skąd cię kojarzę.-przechylił głowę w lewą stronę i lekko przymrużył oczy.
-A, to to jest twój sposób na zdobycie informacji? Najpierw się z kogoś wyśmiewasz i ośmieszasz go na oczach innych, a dopiero potem z nim rozmawiasz?! Bardzo błyskotliwe Malfoy… Zmieniłeś się na gorsze.
-Czyli jednak znaliśmy się wcześniej?-wydawał się zaskoczony.
-Twoje aktualne życie blondwłosego dupka z gorylami obok i jakąś laską, która się przypałętała przyćmiło ci umysł. Może to odświeży ci pamięć.-uderzyłam pięścią w stół i wyrzuciłam druciany pierścionek w jego stronę, po czym wyszłam na zewnątrz.
W pobliżu dostrzegłam niewielki brukowy mostek, który przecinał rzekę. Udałam się w jego stronę. Oparłam się łokciami o murek i przyglądałam się niebu. Tak po prostu.
Za sobą słyszałam czyjeś kroki. Nie odwróciłam się, żeby sprawdzić kto to, bo zwyczajnie miałam już dość na dzisiaj. Miałam nadzieję, że to jednak Ginny a nie…
-Ja nie mam pojęcia, jak ja mogłem się nie domyślić.-stał przede mną z rozłożonymi rękoma, w których ostrożnie trzymał pierścionek.
-Daruj sobie. Teraz jest już za późno.-powiedziałam obojętnie i spuściłam wzrok. W tej chwili bardziej uśmiechało mi się patrzenie na czubki swoich butów, niż na twarz Draco.
Zapanowała cisza, którą przerwał Malfoy.
-Ale… porozmawiajmy na spokojnie.
-Dlaczego nie odzywałeś się do mnie przez tyle lat?-spojrzałam mu prosto w oczy mając nadzieję, że dzięki temu odpowie szczerze.
-Ja… chciałem, ale…
Naszą rozmowę przerwała Przylepa Pansy.
-Draco, wszędzie cię szukałam. Zaraz wracamy do szkoły.-spojrzała na mnie pogardliwie i odchrząknęła-Chwila… co ty trzymasz w ręku?
-To…-nim zdążył dokończyć zdanie, dziewczyna wyrwała mu z ręki druciany pierścionek i cisnęła nim w wodę. Widziałam, jak w jednej sekundzie wszystkie moje dobre wspomnienia z dzieciństwa ulatują i płyną razem z nurtem rzeki. Do oczu zaczęły napływać łzy, a serce zamarło w bezruchu.
-Ten kawałek drutu był dla ciebie ważny? Ups.-mruknęła z udawanym współczuciem Przylepa-Chodźmy już Draco, bo się spóźnimy.
Nie spoglądając w ich stronę, ruszyłam przed siebie.
_____________________________________________________________
TA DAM!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz