"Harry
dalej leżał w bezruchu. Każdy wstał, żeby mu pomóc. Chłopak był nieprzytomny.
Profesor Lupin zajął się nim. Gdy Harry odzyskał przytomność mężczyzna dał mu
czekoladę. Nie wsłuchiwałam się w to co mówili. Doszło do mnie tylko dementorzy
i Syriusz Black. Byłam w szoku. Z zamyślenia wyrwała mnie Hermiona.
-Wszystko w porządku?-kiwnęłam tylko głową. Nie stać mnie było na wypowiedzenie
jakiegokolwiek słowa."
Reszta podróży minęła nijako po tym co się stało. Rozmawialiśmy ze sobą, ale nie za dużo. Miałam przeczytać książkę, którą wzięłam. Po wyjściu z pociągu cały czas szłam za Harry’m, Hermioną i Ronem. Dotarliśmy do sali wejściowej. Pod ścianami stały kufry uczniów. Dojrzałam sowę ojca. To musiały być moje rzeczy. Razem z Hermioną poszłyśmy do Wielkiej Sali, w której odbywały się uczty. Usiadłam przy stole Gryfonów razem z dziewczyną. Jeszcze mnie nie przydzielili, więc chyba mogłam usiąść sobie gdzie chciałam. Po czasie doszli do nas Harry i Ron. Hermiona wszystko mi tłumaczyła podczas uczty inauguracyjnej. Usłyszałam wtedy też dziwnie znane mi nazwisko. Nie… przecież to nie mogło być to. Dyrektor-profesor Dumbledore- ogłosił, że szkoły będą pilnować dementorzy. Dodał jeszcze coś o nowych nauczycielach. Zdziwiłam się, że nie wywołali mojego nazwiska podczas ceremonii przydziału. Gdy zaczęliśmy jeść, profesor Dumbledore podszedł do mnie i powiedział, żebym przyszła do jego gabinetu po kolacji. Po skończonym posiłku drogę do gabinetu pokazała mi Hermiona. Wypowiedziała jakieś dziwne słowo i przejście się otworzyło.
-Ah, panna Stone. Witaj!-krzyknął Dumbledore.
-Dzień dobry profesorze.
-Widziałem, że poznałaś już panne Granger oraz pana Pottera. To dobrze, bo
zostałaś przydzielona do Gryffindoru. Panna Granger oprowadzi cię po Hogwarcie.
Twoje kufry są już w twoim pokoju. W razie potrzeby zwróć się do nauczycieli
lub do mnie.
-Dziękuję profesorze Dumbledore.-krótka ta rozmowa. No cóż. Profesor
odprowadził mnie do wyjścia. Wyszłam z gabinetu i nie wiedziałam, w którą
stronę mam iść. Hermiona odeszła. Nie prosiłam jej, by na mnie poczekała. Z
prawej strony nadchodziła jakaś dziewczyna. Po jej mundurku było widać, że jest
z Gryffindoru. Miała rude włosy, takiego samego odcieniu co Ron.
-Hej!-zawołałam.-Jestem tu nowa i widzę, że jesteś gryfonką. Pokazałabyś mi
gdzie jest pokój wspólny gryfonów i dormitoria?
-Jasne.-odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem.-Tak przy okazji, jestem Ginny. A
ty?
-Lili.-odwzajemniłam uśmiech. Razem z Ginny dotarłyśmy do dormitorium. Okazało
się, że mam z nią pokój i z trzema innymi dziewczynami: Katie, Romildą i
Angeliną. Rozpakowałam się, a sowę postawiłam na szafce obok łóżka. Stało ono
zaraz na prawo od drzwi wejściowych do pomieszczenia. Robiło się późno. Jutro
miałam zacząć swoje pierwsze lekcje w Hogwarcie. Poszłam się umyć i wróciłam do
pokoju, położyć się spać.
Rano, po śniadaniu, wróciłam się do pokoju po książki. Na łóżku leżała ta od
Amandy, którą miałam przeczytać w
pociągu. Wzięłam ją na lekcje. Pierwsze było wróżbiarstwo. Profesor Trelawney
wydawała się dziwna. Wróżyliśmy z fusów. Siedziałam przy stoliku z jakąś
dziewczyną. Nie znałam jej. W jej filiżance było coś… wyglądającego jak… duża
wierzba? Nie wiem co to miało oznaczać. Nagle profesor zaczęła krzyczeć coś do
Harry’ego. Mówiła o jakimś ponuraku i śmierci. Mało mnie to zainteresowało.
Później mieliśmy lekcje z niejakim Hagridem. Książki były dość zabawne i
przerażające jednocześnie. Były żywe. Trzeba było pogłaskać ją po grzbiecie,
żeby się uspokoiła i otworzyła. Gdy szliśmy na miejsce słyszałam znajomy głos.
Albo może nie słyszałam go nigdy. Trudno powiedzieć. Stanęliśmy wszyscy na
polanie. Hermiona przyznała mi racje z tymi książkami. I wtedy odezwał się TEN
głos.
-O tak, całkiem zabawne, boki rwać. Ta szkoła całkiem schodzi na psy. Niech no
tylko ojciec się dowie, że ten przygłup nas uczy.-uczniowie po jego bokach
zaczęli się śmiać. Wszyscy stanęli w kole. Harry wyszedł na środek.
-Zamknij się Malfoy.-osłupiałam. Już pamiętam. Przypomniałam sobie wszystko.
Chłopcy zaczęli z niego drwić a tylko stałam i przyglądałam się wszystkiemu z
niedowierzaniem.
Malfoy podszedł do Harry’ego. Nagle jego twarz przybrała przerażoną minę po
czym wydał z siebie okrzyk: „Dementor! Dementor!”. Teraz to ja byłam
przerażona. Stwierdzam, że dementorzy to najgorsze co mnie w życiu spotkało.
Tak, dokładnie. No może oprócz tego razu, gdy tata przejechał mi poprzedniego
kota-Puszka. Wracając do sytuacji, wszyscy obejrzeli się za siebie, a blondyn i
jego „ekipa” (?) wykonali gest w stylu magicznych paluszków. Ten taki z dzieciństwa.
Udawało się kiedyś, że jest się wróżką i magia płynie prosto z rąk. Ah, słodkie
dzieciństwo. Hermiona zabrała Harry’ego i zaczęły się lekcje. Zaprzyjaźnialiśmy
się z hipogryfem. Taki pół orzeł, pół koń. Nie skupiałam się na reszcie lekcji.
Zleciała na czytaniu książki od Amandy. Całkiem ciekawa. Po lekcji dowiedziałam
się, że Harry latał na hipogryfie a Malfoy’a to zwierzę zraniło. Chociaż daleko
było temu do zranienia.
Później siedzieliśmy w Wielkiej Sali przy książkach. Draco stół dalej otaczał
się wieloma uczniami. Mówił im, że jeszcze trochę i straciłby rękę. Taa, na
pewno. Wygląda na to, że jest tutaj w pewien sposób popularny. Na salę wbiegł
jakiś chłopak. Trzymał w ręce gazetę krzycząc „Widzieli go!”. Chodziło o
Syriusza Black’a. Pojawił się w Dufftown, niedaleko od Hogwartu. Harry
widocznie posmutniał. Chociaż może to była zmartwiona mina. Nie jestem dobra w
zgadywankach.
Zabawnie było na lekcjach obrony przed czarną magią. Walczyliśmy z
boginami-stworzeniami przyjmującymi postać naszego największego lęku, np. pająk
czy wąż. Niestety większość uczniów nie poskromiła bogina, ponieważ Harry
zmienił swojego w dementora. Wtedy profesor Lupin zakończył lekcje.
W Halloween udaliśmy się do Hogsmeade. Harry nie mógł iść z nami.
Spacerowaliśmy razem z Hermioną i Ronem po uliczkach, byliśmy w Miodowym
Królestwie i w sklepie Zonka. Gdy wracaliśmy do dormitoriów obraz Grubej Damy
był porwany a ona sama znajdowała się na innym obrazie. Powiedziała, że był tu
Syriusz Black. Tu w szkole. Dyrektor wysłał nas na noc do Wielkiej Sali.
Wszyscy spaliśmy tam w śpiworach.
Następnego dnia rano była lekcja obrony przed czarną magią. Jednak była ona z
profesorem Snape’m. Wchodząc do sali pozatrzaskiwał wszystkie okna i rozwinął
białe płótno na środku klasy. Powiedział, że „Profesor Lupin jest niezdolny do
wykonywania jakichkolwiek zajęć.”. Oglądaliśmy projekcje o wilkołakach i
animagach. Malfoy jak zwykle drwił ze wszystkiego. Hermiona odezwała się
niepytana, Snape odebrał nam 5 punktów. To nie fair. Przecież Hermiona chciała
dobrze. Dostaliśmy jeszcze przeogromną pracę domową. DWIE ROLKI PERGAMINU O
WILKOŁAKACH. Od razu zaczęłam czytać tekst z podręcznika.
___________________________________________________________________
Witam! Od razu przepraszam za inną czcionkę bo coś mi się pomieszało. Ale jest rozdział! Nudniejszy co prawda, bo więcej opisów, ale jest! Mam nadzieję, że się spodoba :3 Mam nadzieję też, że będzie więcej komentarzy bo czyta to więcej niż jedna osoba XD
P.S. Dopracowywuję wygląd bloga. Spokojnie.
P.S.2 Jeśli są jakieś błędy ortograficzne lub fabularne PISZ W KOMENTARZU! <3 (nie zmuszam)
Za szybko i ogólnikowo napisałas ten rozdział. Tak sucho. Co do Lilith, to co Dumbledore ją przydzielił?
OdpowiedzUsuńMogłaś napisać np, że jej rodzice byli w Gryffindorze, wiec ją też tam dał. No.. a tak ogólnie to spoko :D
Love,
Aya :*
Ja mam na to wszystko plan 8)
Usuń